środa, 24 maja 2017

Colours playing and the Drums beating


W 1678 roku Karol II wysłał do Flandrii niewielki korpus posiłkowy, który miał wspierać Hiszpanów i Holendrów w walce z Francuzami. Na jego czele stał James Scott, pierwszy diuk Monmouth[1]. Brytyjczycy (bo wśród wysłanych regimentów były też regimenty szkocki i irlandzki) zostali rozlokowani w Ostendzie i Brugii, gdzie przyszło im cierpieć z powodu chorób, które zebrały krwawe żniwo wśród żołnierzy. Korpus nie walczył zbyt wiele, miał to za okazję – 29 maja 1678 roku – odbyć całkiem miłą dla oka defiladę w Brugii. Świętując urodziny Karola II, żołnierze:
Zaczęliśmy naszą ceremonię około 9 rano i trwała ona do 2 po południu. Wszystkie regimenty ustawiły się, wedle starszeństwa, w linii, przyjmując postawę [jak na placu bitwy]:pikinierzy pomiędzy [oddziałami] muszkieterami, 30 dział oddało w mieście trzy salwy, a pomiędzy każdą z nich strzelali muszkieterzy, po czym wznoszono [głośny] okrzyk. Machano sztandarami, bito w bębny, wszyscy mieszkańcy [miasta] przyznawali że nigdy w życiu nie widzieli wspanialszego widoku.




[1] Najstarszy nieślubny syn Karola II. 

wtorek, 23 maja 2017

Niezwykle bojowe anioły


Dziś będzie bojowo-religijnie, bo Bartek (serdecznie pozdrawiam!) podrzucił mi niezwykle interesujący artykuł. Agata Andrzejewska i Karol Demkowicz w 2012 roku opisali bowiem specyficzny wątek w ikonografii hiszpańskiego Wicekrólestwa Peru: wizerunki aniołów uzbrojonych w broń palną. Autorami malowideł byli indiańscy poddani Hiszpanii, z tzw. szkoły cuzqueńskiej. Badacze opisali sporo przykładów, artykuł jest też suto okraszony ilustracjami. Zdecydowanie polecam lekturę, artykuł w języku angielskim można przeczytać tutaj.

niedziela, 21 maja 2017

Alabastrowy Szwed


W dzisiejszym wpisie rzadkość, bo nie malarstwo a rzeźba. Leonhard Kern (1588-1662) to niemiecki rzeźbiarz, specjalizujący się w XVII wieku w produkcji niewielkich figurek, z motywami religijnymi, mitologicznymi, ale i nie tylko. Kern miał niestety okazję na własne oczy być świadkiem okropieństw wojny trzydziestoletniej: w 1620 roku musiał uciekać z ogarniętego walkami Palatynatu. Nic więc dziwnego, że i tematyka z tego konfliktu trafiła do jego warsztatu. Niestety udało mi się znaleźć tylko jedną próbkę tego rodzaju. Jest to pochodząca z lat 40. XVII wieku alabastrowa figurka przedstawiająca szwedzkiego oficera (kawalerzysty?) prowadzącego nagą brankę. Kobieta ma związane ręce, żołnierz  przytknął jej do pleców ostrze. Niestety możemy się domyślać, jak okrutny los ma ją czekać. Jest coś przerażającego w tej scenie,  w tym zastygłym prologu do tragedii która zaraz się rozegra…

Jeżeli ktoś z Czytelników ma zdjęcia innych rzeźb Kerna związanych z tą wojną, proszę się odezwać – bardzom ciekaw ich tematyki.  

sobota, 20 maja 2017

Nie ciążą jeleniowi rogi


Bardzo ładna anegdota o moim ulubionym wodzu, czyli hetmanie Stanisławie Koniecpolskim. Niestety nie wiem której kampanii to dotyczy (w końcu kilku brał udział), ale fakt że żołnierz winien nosić uzbrojenie ochronne wskazywałoby na to, że wchodził w skład jednej z jednostek jazdy: husarii, kozaków lub rajtarii. Tak czy inaczej, historyjka „bardzo zgrabna”:

(…) zobaczywszy na placu żołnierza niezbrojnego, strofował go, że był bez pancerza: »Moje to będzie nieszczę­ście gdy zginę," odpowiedział śmiało żołnierz. »Prawda, rzekł Koniecpolski, ale gdy tak niedbasz o życie, pamiętać masz, że winieneś go szanować dla ojczyzny i wodza, który radby was nietylko nieobrażonych, ale i nieśmiertelnych oglądał. Niepowinno bydż ciężkiem żelazo, kiedy jest ochroną życia. Tak, tak wolę ja, że długo będziesz zwyciężał, niż gdybyś prędko zgi­nął. Nieciążą jeleniowi rogi, ale go zdobią, a zbroja żołnierzów i zdobi i bespieczeństwo daje."

czwartek, 18 maja 2017

800 Irlandczyków - ale na obrazku tylko 5


Słynna rycina ukazująca przykłady "800 Irlandczyków' z armii Gustawa II Adolfa, którzy mieli w 1631 roku wylądować w Szczecinie od lat jest przedmiotem sporów i dyskusji. Bardzo ciekawą analizę przedstawił autor bloga "Project Auldearn 1645", wpis można znaleźć tutaj. Jest tam też i druga znana rycina, przedstawiająca Irlandczyka/Szkota, Lapończyka i Fina, czyli najbardziej "egzotyczną" część armii szwedzkiego króla.
W kolekcji online British Museum znalazłem kolejną wariację na temat tej ryciny (widzimy ją powyżej), pochodzącą z 1631 roku. Jest ona o tyle ciekawa, że do oryginalnych czterech postaci dodaje jeszcze jednego łucznika - ubranego zupełnie inaczej niż koledzy, ale także uzbrojonego w łuk. Ciekawego skąd autor czerpał inspirację do tego dzieła? Wrzucam w charakterze ciekawostki, bo też tego rodzaju ulotki tak jak są często urocze, tak często mają totalnie poplątane szczegóły i nie można ich traktować jako najlepszego źródła.

środa, 17 maja 2017

Padli na kolana zaraz i śpiewali nabożnie


Wspominałem kiedyś o przykładzie dobrej religijnej „wróżby” przed bitwą pod Beresteczkiem. Stanisław Oświęcim podał jeszcze jeden, nieco wcześniejszy przykład z tej kampanii, wskazujący jak ważną rolę przy morale armii polskiej odgrywała religia.
Tej nocy zaraz[1], która to była ze środy na czwartek, chorągiew[2] Pana Stanisława Potockiego, Wojewody Podolskiego, na straży będąc w polu, widzieli białogłowę na powietrzu płaszczem swym obóz nas okrywającą, co Najświętszej Pannie przypisawszy, padli na kolana zaraz i litaniam Lauretanam śpiewali nabożnie. Które widzenia mieliśmy sobie za oczywiste znaki protekcyej Jej nad wojskiem i przyszłych, da Bóg, zwycięstw. A nie dziw, było albowiem na ten czas tak żarliwie w obozie nabożeństwo, że szopa królewska, w której na ołtarzu cudowny N. Panny stał zawsze obraz, we dnie i w nocy bez przestanku napełniona zawsze była towarzystwa, czeladzi i innych różnych ludzi, nabożeństwa swoje z wielką odprawujących pokorą.
Swoją drogą zaciekawił mnie wątek owego cudownego obrazu, towarzyszącego Janowi Kazimierzowie. Kojarzy ktoś o co chodzi?




[1] Z 31 maja na 1 czerwca.
[2] Mogła to być chorągiew husarska lub jedna z trzech chorągwi kozackich wojewody. 

poniedziałek, 15 maja 2017

Na trąbach podobnych żmudzkim


W lutym 1658 roku do Moskwy przybyło poselstwo perskie. Na nasze szczęście w stolicy carów przebywał wtedy Stefan Franciszek Medeksza, który pozostawił po sobie opis wjazdu Persów do miasta. Notka niezbyt długa, ale wspomina obecność perskich tufekczi uzbrojonych na modłę europejską.